Do biura fundacji przychodzi faktura na 249 zł za „utrzymanie profilu firmy w Google”. Ładny nadruk, numer, termin płatności, czasem nawet logo w kolorach Google. Księgowa widzi kwotę, która nie robi dziury w budżecie, prezes zakłada, że ktoś to pewnie zamawiał, i przelew idzie. Tymczasem Google nigdy takiej faktury nie wystawił, bo za wizytówkę po prostu się nie płaci.
Od kilku lat na polskim rynku działają firmy, które utrzymują się głównie z niewiedzy. Konkretnie z tego, że wielu przedsiębiorców i organizacji nie wie, że Profil Firmy w Google (dawniej „Google Moja Firma”) jest w pełni bezpłatny. Ostrzegają przed nimi agencje marketingowe, policja i samo Google, a mimo to telefony i faktury nadal krążą. Coraz częściej trafiają do organizacji pozarządowych oraz przedsiębiorstw społecznych prowadzących działalność gospodarczą.
Piszę o tym, bo w JOWES słyszymy o takich sytuacjach regularnie, a przecież pomoc w takich sprawach jest u nas darmowa, ale o tym na końcu.
Jak to działa? Pięć scenariuszy, które warto znać
1. Telefon od „partnera Google”. Dzwoni miła osoba i mówi, że reprezentuje Google albo jest jego „autoryzowanym partnerem”. Informuje o konieczności aktywacji, odnowienia czy przedłużenia ważności profilu. Ba! Wymienia przy tym prawdziwe dane: nazwę organizacji, adres, godziny otwarcia. Skoro zna szczegóły, musi być od Google, co nie? No właśnie niekoniecznie. Po prostu przeczytała je z Waszej wizytówki albo z KRS, bo wszystkie te informacje są publiczne.
2. Faktura, której nikt nie zamawiał. Czasem przychodzi mailem, czasem pocztą, a czasem jako przesyłka za pobraniem, w nadziei, że ktoś w biurze zapłaci kurierowi odruchowo. Kwoty są dobrane sprytnie: 249 zł, 512 zł, 605 zł. Zbyt małe, żeby wywołać alarm, a wystarczająco duże, żeby proceder opłacał się w skali setek naciągniętych podmiotów. No i wszystko wygląda bardzo legalnie – te firmy mają olbrzymią bazę i ślą je po kolei wszystkim.
3. Groźba zniknięcia z map. „Jeśli nie opłacicie faktury, Wasza organizacja zniknie z Google Maps”. Warto raz na zawsze zapamiętać, że firma zewnętrzna, która nie ma dostępu do Waszego profilu, nie może go ani usunąć, ani ukryć! Wizytówki nie wygasają i nie mają terminu ważności. Usunąć je może wyłącznie osoba zarządzająca profilem albo samo Google i czasem się tak zdarza – żeby twoja wizytówka została usunięta, wystarczy że wasza strona nie spełnia standardów Google – np. odpala się na niej film z dźwiękiem… tak sprawdzone, to się naprawdę zdarza.
4. „Przecież opiekowaliśmy się Waszą wizytówką”. Rozmówca twierdzi, że od roku dodaje zdjęcia, aktualizuje godziny otwarcia i usuwa spam, więc teraz prosi o zapłatę za wykonaną usługę. W rzeczywistości zwykle nie zrobił nic. Wystarczy poprosić o numer poprzedniej faktury i datę zawarcia umowy, a rozmowa najczęściej kończy się sama.
5. Szantaż opiniami. To wersja najbardziej brutalna. Na profilu nagle pojawia się kilka jednogwiazdkowych opinii od osób, których nigdy nie widzieliście, a chwilę później przychodzi mail albo wiadomość na WhatsAppie: za opłatą opinie znikną, w przeciwnym razie będzie ich kilkadziesiąt. Tutaj mamy już do czynienia z wymuszeniem. Zgłoście każdą taką opinię jako naruszenie zasad (trzy kropki obok opinii), zróbcie zrzuty ekranu wiadomości i idźcie z tym na policję.

Jak to działa? Pięć scenariuszy, które warto znać
1. Telefon od „partnera Google”. Dzwoni miła osoba i mówi, że reprezentuje Google albo jest jego „autoryzowanym partnerem”. Informuje o konieczności aktywacji, odnowienia czy przedłużenia ważności profilu. Wymienia przy tym prawdziwe dane: nazwę organizacji, adres, godziny otwarcia. Skoro zna szczegóły, musi być od Google? Niekoniecznie. Po prostu przeczytała je z Waszej wizytówki albo z KRS, bo wszystkie te informacje są publiczne.
2. Faktura, której nikt nie zamawiał. Czasem przychodzi mailem, czasem pocztą, a czasem jako przesyłka za pobraniem, w nadziei, że ktoś w biurze zapłaci kurierowi odruchowo. Kwoty są dobrane sprytnie: 249 zł, 512 zł, 605 zł. Zbyt małe, żeby wywołać alarm, a wystarczająco duże, żeby proceder opłacał się w skali setek naciągniętych podmiotów.
3. Groźba zniknięcia z map. „Jeśli nie opłacicie faktury, Wasza organizacja zniknie z Google Maps”. Warto raz na zawsze zapamiętać, że firma zewnętrzna, która nie ma dostępu do Waszego profilu, nie może go ani usunąć, ani ukryć. Wizytówki nie wygasają i nie mają terminu ważności. Usunąć je może wyłącznie osoba zarządzająca profilem albo samo Google.
4. „Przecież opiekowaliśmy się Waszą wizytówką”. Rozmówca twierdzi, że od roku dodaje zdjęcia, aktualizuje godziny otwarcia i usuwa spam, więc teraz prosi o zapłatę za wykonaną usługę. W rzeczywistości zwykle nie zrobił nic. Wystarczy poprosić o numer poprzedniej faktury i datę zawarcia umowy, a rozmowa najczęściej kończy się sama.
5. Szantaż opiniami. Wersja najbardziej brutalna. Na profilu nagle pojawia się kilka jednogwiazdkowych opinii od osób, których nigdy nie widzieliście, a chwilę później przychodzi mail albo wiadomość na WhatsAppie: za opłatą opinie znikną, w przeciwnym razie będzie ich kilkadziesiąt. Tutaj mamy już do czynienia z wymuszeniem. Zgłoście każdą taką opinię jako naruszenie zasad (trzy kropki obok opinii), zróbcie zrzuty ekranu wiadomości i idźcie z tym na policję.

A co robić w praktyce? Po pierwsze spokój. Poproście o imię, nazwisko, pełną nazwę firmy i NIP, po czym powiedzcie, że oddzwonicie. Sprawdźcie numer w wyszukiwarce i na stronach typu nieznanynumer.pl, a samą firmę w KRS lub CEIDG. Nie potwierdzajcie żadnych danych i nie mówcie „tak” w nagrywanej rozmowie. Jeśli faktura już przyszła, nie płaćcie i zachowajcie dokument. Sprawę można zgłosić przez formularz naruszenia zasad Google, a przy próbie wyłudzenia albo szantażu na policję, ponieważ takie działanie podpada pod oszustwo z art. 286 Kodeksu karnego. Warto również ostrzec innych: opis takiego telefonu na grupie branżowej potrafi uratować realne pieniądze kolejnym organizacjom.

Prawda jest nudna: wizytówka jest darmowa i prosta
Cała ta szemrana branża żyje z mitu, że prowadzenie profilu w Google wymaga tajemnej wiedzy. W rzeczywistości wygląda to tak:
- Konto Google. Potrzebujecie jednego, najlepiej organizacyjnego, np. kontakt@twojafundacja.pl albo dedykowanego adresu Gmail, do którego dostęp ma więcej niż jedna osoba. To ważniejsze, niż się wydaje. Profil przywiązany do prywatnej skrzynki wolontariusza, który odszedł pół roku temu, to klasyczny kłopot w NGO.
- Sprawdźcie, czy wizytówki już nie ma. Wpiszcie nazwę organizacji w Google i w Mapach. Bardzo często profil już istnieje, utworzony automatycznie albo przez użytkowników, i wystarczy go przejąć (opcja Zarządzaj tą firmą lub Zgłoś roszczenie do tej firmy). Zakładanie drugiego profilu w tym samym miejscu tworzy duplikaty i tylko szkodzi.
- Weryfikacja. Google potwierdza, że to faktycznie Wasza siedziba: nagraniem wideo, telefonem, mailem albo pocztówką wysłaną na adres. Robi się to raz i nic to nie kosztuje.
- Uzupełnijcie dane. Nazwa, kategoria, adres lub obszar działania, telefon, strona, godziny otwarcia, opis, zdjęcia. Zdjęcia mają największe znaczenie, przy czym zwykłe, prawdziwe, robione telefonem są o niebo lepsze niż żadne.
- Żyjcie tym profilem. Od czasu do czasu dodajcie aktualność, odpowiadajcie na opinie, poproście o nie osoby, którym pomogliście, albo klientów Waszej kawiarni. Pół godziny w miesiącu wystarczy, żeby profil pracował na Waszą widoczność.
Wszystko powyższe zrobicie sami, bez wydawania ani złotówki, i to w zupełności wystarczy, żeby organizacja była widoczna lokalnie.
I od razu zaznaczam: uczciwe usługi oczywiście też istnieją. Agencje, czasem freelancerzy w rzeczywistości pozycjonują wizytówki, prowadzą je, robią sesje zdjęciowe i wirtualne spacery, zarządzają komentarzami i odpowiadają na opinie w Waszym imieniu. Aktualizują godziny otwarcia, wrzucają posty i oferty, pilnują, żeby profil nie zasnął, bo Google premiuje wizytówki, które żyją. Śledzą też rzeczy, których nikt w biurze nie ma czasu pilnować, na przykład to, kiedy placówka jest realnie zamknięta (święta, remont, zmiana godzin), i aktualizują to na bieżąco, żeby klient nie przyjechał pod zamknięte drzwi. Mają też narzędzia, których zwykła organizacja nie ma pod ręką: status zweryfikowanego partnera Google albo dostęp do wielu kont, dzięki czemu łatwiej im zgłosić i wyegzekwować usunięcie fałszywej opinii, na przykład wrzuconej przez nieuczciwą konkurencję. To normalna, legalna praca, za którą można zapłacić, i część organizacji rzeczywiście z niej korzysta. Różnica sprowadza się do jednego: uczciwa firma bierze pieniądze za swoją pracę wykonaną na Waszym profilu, a oszust za samo jego istnienie, które od zawsze jest darmowe.
A jeśli nie chcecie robić tego sami, pomożemy. Bezpłatnie
Wsparcie marketingowe w JOWES jest dla organizacji pozarządowych, podmiotów ekonomii społecznej i przedsiębiorstw społecznych z naszego obszaru całkowicie bezpłatne. Możemy razem założyć wizytówkę, przejąć istniejącą, uporządkować duplikaty, ustawić dostępy tak, żeby nie zależały od jednej osoby, i pokazać, jak dodawać wpisy oraz odpowiadać na opinie. Możemy też po prostu zerknąć na fakturę czy telefon, który wzbudził Wasze wątpliwości, i powiedzieć wprost, czy ktoś próbuje Was naciągnąć.
Jeden telefon do nas kosztuje znacznie mniej niż 249 zł.
Podsumowanie
Profil Firmy w Google jest i zawsze będzie bezpłatny. Każda faktura, telefon czy groźba zniknięcia z map to sygnał, że ktoś próbuje zarobić na czyjejś niewiedzy. Wystarczy zapamiętać jedno zdanie: za wizytówkę się nie płaci, a jeśli macie wątpliwości co do konkretnej sytuacji, zapraszamy do kontaktu z JOWES.
Więcej o mechanizmach tych oszustw: Mayko, Semcore, DevaGroup, Artefakt, Wirtualne Media.
Zbyszko Kabziński
Doradca specjalistyczny ds. marketingu


